Podróże

Co robić w Jordanii?

Pomysł wyprawy do Jordanii zrodził się właściwie przypadkiem. Wraz z przyjaciółmi szukaliśmy destynacji, która pomoże nam utrzymać optymizm przez ponury zimowy sezon. Jestem całkiem wdzięczna losowi (a praktycznie rzecz biorąc Ryanairowi) za zesłanie na naszą drogę tanich biletów do Ammanu. Nigdy wcześniej nie byłam szczególnie zainteresowana kulturą Bliskiego Wschodu, ale kilka dni w Jordanii wystarczyły, by całkowicie to zmienić. Najpierw podzielę się z wami kilkoma praktycznymi radami co do organizacji tripu, a następnie powiem wam, co moim zdaniem warto zobaczyć w Jordanii.

Informacje praktyczne

Zanim zanurkuję w wir wspomnień w kolorach piaskowca, zbiorę kilka informacji praktycznych:

co robić w Jordanii?
  • Do Jordanii potrzebna jest wiza.
  • Waluta w Jordanii to jordański dinar (JOD). 1 dinar to równowartość 5,45 zł. My zabraliśmy do Jordanii dolary i wymieniliśmy je na miejscu. Na terenie lotniska w Ammanie jest bank, w którym można wymienić pieniądze po całkiem dobrym kursie.
  • Opłacalny deal to Jordan Pass, czyli specjalna karta, która zapewnia nam: wizę, wstęp do Petry oraz wstęp do innych, pomniejszych atrakcji na terenie kraju. Koszt to 70 – 80 JOD (w zależności od tego, czy chcemy wstęp do Petry na 1, 2 czy 3 dni). Dla porównania, bez Jordan Pass osobno za wizę i jednodniowy wstęp do Petry zapłacimy 90 JOD Więcej o Jordan Pass dowiecie się tutaj. Sam proces kupna JP jest bardzo szybki i po chwili macie już swoją kartę (czyli też wizę) na mailu. 
  • Polecam wynajęcie samochodu. My skorzystaliśmy z oferty Ryanaira (firma: Dollar Car Rental). Pamiętajcie, żeby dokładnie obejrzeć samochód i zrobić zdjęcia zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz, żeby uniknąć prób oszustwa. 
  • Pogoda – koniec listopada w Jordanii nas rozpieścił. Temperatura oscylowała wokół 20 stopni i była idealna do wędrówek. 
  • Pamiętajmy, że jest to kraj islamski i zarówno dla własnego komfortu, jak i poszanowania lokalnej kultury, polecałabym nie biegać w zbyt kusych strojach.

———————-

Co robić w Jordanii?

Pustynia Wadi Rum

To mój osobisty faworyt. Byłam już co prawda na Saharze i myślałam, że kolejna pustynia nie zrobi na mnie tak wielkiego wrażenia, a jednak bardzo się myliłam. Barwy piaskowca i skał granitowych przechodzą od czerwieni, po brązy, beże aż po odcienie pomarańczowego i żółtego. Skały zaskakują mnogością form, kształtów i przytłaczają wręcz swoją potęgą.

Nasuwa mi się na myśl cytat Baudrillard “The desert is a natural extension of the inner silence of the body”. Pustynia powiększyła objętość moich płuc i pozwoliła wziąć głęboki oddech z dala od zgiełku miasta i internetu. Przebywanie w tak surowym krajobrazie natury pozwala przedefiniować swoje wartości, priorytety i odnaleźć siebie na nowo w obezwładniającej wieczornej ciszy. Rozmowa przy ogniu ze szklaneczką herbaty Beduinów (o niej więcej w sekcji poświęconej jedzeniu) przypomniała mi, jak proste czynności potrafią napawać szczęściem. Wiele możemy się od Beduinów nauczyć, ich rodzinności, gościnności, spokoju ducha, wdzięczności, docenienia, tego co mają i wbrew całemu naszemu zachodniemu światu, nie gonieniu za czymś więcej. Pokora to słowo, które nasuwało mi się na myśl wielokrotnie podczas pobytu na Wadi Rum. Szczególnie patrząc w gwiazdy, których widok napełnia zachwytem, człowiek staje się nagle mały i wiele problemów doczesności po prostu znika. Dlatego polecam zostać na pustyni na noc i doświadczyć w pełni zmieniającej się aury.

Ale żeby nie było, że pustynia to tylko miejsce kontemplacji i przewartościowania. Można się tam świetnie bawić! Campy prowadzone przez beduinów oferują liczne wycieczki jeepami. My zdecydowaliśmy się na trzygodzinny tour jeepem. Wam polecałabym znacznie taki tour przedłużyć. W trakcie takiej wycieczki, jeep zatrzymuje się wielokrotnie, a wy macie okazję poskakać po górach, wydmach, skałach i zrobić zdjęcia. Poznaliśmy na campie osoby, które były na tourze całodniowym i również wracały zachwycone. Jeżeli więc lubicie przebywać w naturze i aktywnie spędzać czas, to rezerwujcie taki tour bez wahania. Oprócz tego, polecam wam pokonać wewnętrznego lenia i zwlec się rano z łóżka na wschód słońca. Wschód słońca na pustyni to jak darmowy spektakl, na który każdy jest zaproszony. Warto skorzystać.

My skorzystaliśmy z oferty tego campu i bardzo wam go polecam. Campów jest na pustyni cała masa i trudno jest podjąć decyzję. Na tym campie jest ciepła woda, dobrze wyposażone łazienki, ciepłe koca do spania, duży namiot dla wszystkich z gorącą herbatą, pyszne jedzenie i przemili gospodarze. 

Pamiętajcie, że na pustyni temperatura w nocy znacznie spada i może zjechać nawet do zera. Dlatego zabierzcie ciepłe swetry i skarpety. 

—————————————————————————————–

Petra

Słowo “Petra” znaczy tyle co skała, niech was jednak nie zmyli ta skromność w nazewnictwie. Nigdy nie byłam szczególną fanką historii, ale gdy historia przybiera formę miasta wykutego w potężnych skałach, nagle staje się o stokroć bardziej interesująca. Petra to ruiny starożytnego miasta, stolica królestwa Nabetajczyków, która zasłużenie jest jednym z siedmiu cudów świata. Leży ona w rozległej dolinie Wadi Musa, tak zwanej Dolinie Mojżesza. 

Nie dziwię się, że okoliczne ludy przez wieki chroniły Petrę, strzegąc tajemnicy jej istnienia. Wiele ciekawskich podróżników straciło życie, próbując odnaleźć jej szlak. Jeden z nich, Szwajcar Ludwik Burckhardt, podsłuchawszy w Syrii rozmowy Beduinów o tajemnym, skalnym mieście, zastosował jednak inną taktykę. Ludwik znał chyba zasadę go big or go home. Poświęcił lata, by nauczyć się języka arabskiego, poznać zwyczaje ludów i stworzył podstępny plan. Ludwik przekonał Beduinów, że chce dotrzeć do grobu Aarona, brata Mojżesza, by złożyć tam ofiarę. Tak jak się domyślał, droga do grobu wiodła poprzez starożytne miasto Petra. Trudno sobie wyobrazić, jak bardzo podekscytowany musiał być Ludwik, zdawszy sobie sprawę, że osiągnął swój cel. Ludwik, jak już jednak wiemy, to nie amator. Nie dał nic po sobie poznać, szczęśliwie wrócił z wyprawy, a w 1822 roku podzielił się ze światem nowiną o Petrze w dzienniku Travels in Syria and Holy Land. Nie pozostaje nam nic innego, jak Ludwikowi podziękować. 

Nabatejczycy nazywani Synami pustyni osiedlili się w Jordanii około 600 lat przed Chrystusem, rezygnując z dotychczas koczowniczego trybu życia. Petra w kilka stuleci przekształciła się w wysoce rozbudowane centrum handlu. Nabatejczycy sprowadzali towary z terenów dzisiejszego Jemenu i handlowali mirrą, kadzidłem, złotem i bituminem (używanym do balsamowania zwłok).

Do stopniowego upadku królestwa przyczyniła się zmiana szlaków handlowych, które zaczęły omijać Petrę. Po śmierci ostatniego króla Nabatejczyków miasto zostało przejęte przez Rzymian. Do upadku miasta przyczyniły się także trzęsienia ziemi, które zamieniły w ruinę wiele publicznych budowli. Miasto popadło w zapomnienie na kolejne stulecia. 

Praktyczne info: 

co robić w Jordanii?
Skarbiec Faraona, Petra
  • Jak pisałam już wcześniej, najbardziej opłaca się kupić wejściówkę do Petry w ramach Jordan Pass. Tak czy siak, jest to droga atrakcja, ale nie będziecie żałować wydanych pieniędzy. 
  • Przed odwiedzeniem Petry polecam nocować w Wadi Musa, stamtąd do Petry to już rzut beretem.
  • Jeden dzień wystarczy by zobaczyć Petrę. Jeśli jesteś fanem historii starożytnej, bądź chcesz nacieszyć się tym miejscem i ponapawać dłużej jego pięknem, to 2 dni będą idealne.
  • Warto jest wstać rano! To była najlepsza decyzja, jaką mogliśmy podjąć. O poranku, zaraz po wschodzie słońca, Petra była pusta i jej klimat przed pojawieniem się mas turystów i sprzedawców pamiątek pozwolił nam doświadczyć tego miejsca w bardziej głęboki i osobisty sposób. 
  • Kojarzycie tę miejscówkę z widokiem z góry na Skarbiec Faraona, która króluje na Instagramie? Obecnie (grudzień 2019) szlak do niej wiodący jest zamknięty. 

—————————————————————————————–

Miasta – Amman, Akaba, Madaba

Nie poświęciliśmy zbyt wiele czasu na zwiedzanie miast, bo nasz trip był jedynie przedłużonym weekendem. Jednak gdybym mogła, chętnie wróciłabym jeszcze do Ammanu i pozwoliła sobie na zgubienie się w jego uliczkach. 

Amman

Pierwsze zetknięcie się z Ammanem po przylocie z Warszawy funduje niejaki szok kulturowy. Hałas, brud, mnogość bodźców, dźwięki klaksonów, liczne targi i ciekawskie oczy Jordańczyków. Dla mnie jednak było to fascynujące przeżycie i nagłe zetknięcie z innym światem, inną kulturą i odmiennym sposobem życia. Polecam wejście na cytadelę, z której roztacza się widok na całe miasto. Cytadela to park archeologiczny z pozostałościami miasta z czasów romańskich, bizantyjskich i arabskich. Stamtąd dojrzymy Teatr Rzymski. Plac przed amfiteatrem tętni podobno życiem po zmrok, gdy mieszkańcy miasta zbierają się z rodzinami i przyjaciółmi, by wspólnie spędzać czas. Myślę, że na eksplorację Ammanu nie potrzeba więcej niż kilka godzin i żaden specjalny plan też nie jest potrzebny. Wystarczy wystawić się na otaczające bodźce, by doświadczyć autentycznej Jordanii.

Akaba

Jedziemy samochodem. Z jednej strony rozciąga się morze, z drugiej strony wołają do mnie potężne góry  i sama nie mogę się zdecydować, co przyciąga mnie bardziej. Akaba, leżąca nad Morzem Czerwonym, oddzielającym Azję od Afryki,  znana jest przede wszystkim miłośnikom sportów wodnych. Szacuje się, że Morze Czerwone skrywa bogactwo rafy koralowej porównywalnej do tej, którą znajdziemy na Malediwach i Seszelach. Nic tylko nurkować lub sięgnąć po maskę do snorkellingu. My chociaż nie mieliśmy na to czasu w naszym planie podróży i tak dobrze wspominamy to miasto. Siedząc na plaży w tshircie pierwszego grudnia, trudno jest na cokolwiek narzekać. 

Madaba 

Małe miasteczko, którego większość mieszkańców to Chrześcijanie. Madaba to miejsce idealne dla miłośników mozaiki. Znajduje się tutaj najstarsza mapa mozaikowa, która składa się z ponad 2 milionów elementów. Co ciekawe, w mieście działa szkoła mozaiki, gdzie uczniowie przyswajają sztukę układani i konserwowania mozaiki. Tutaj spędziliśmy nasze ostatnie popołudnie, leniwie kupując ostatnie pamiątki, rozmawiając z gościnnymi sklepikarzami oraz próbując deserów na osłodę, między innymi Osh al bulbul, o którym przeczytacie w następnej sekcji poświęconej jedzeniu. 

Morze Martwe

Morze Martwe to tak naprawdę słone jezioro bezodpływowe na pograniczu Izraela i Jordanii. Jego lustro wody znajduje się w najniższym punkcie Ziemi. Niestety nie dotarliśmy do Morza Martwego, ale wciąż jest to na mojej liście miejsc do zobaczenia. W końcu nie codziennie człowiek ma okazję podryfować po tafli wody i poczytać gazetę.

—————————————————————————————–

Jedzenie w Jordanii

Jadąc do Jordanii, miałam obawy, że moja wegetariańska dieta przez kolejne cztery dni będzie składała się wyłącznie z falafelów, pity i hummusu. Okazało się jednak, że Jordania ma dużo więcej do zaoferowania. Szczerze mówiąc, nawet gdybym faktycznie musiała ograniczyć się tylko do hummusu i pity, nie miałabym nic przeciwko, bo hummus w Jordanii to niebo! Tak więc moją listę jordańskich przysmaków, które polecam otwiera naturalnie:

Arabic Moon Restaurant, Akaba
Hashem Restaurant, Amman

Hummus – hummus w Jordanii to życie, koniec kropka. 

Świeżo wypieczona pita – chyba nie muszę nikogo specjalnie namawiać. 

Moutabel i Baba Ganoush – oba dipy zawierają grillowanego bakłażana i często są ze sobą mylone. My spróbowaliśmy nieziemskiego Moutabel w tej restauracji w Wadi Musa. Jest dip z tahini i grillowanego bakłażana z sokiem z cytryny, często dodaje się gęsty jogurt, lub też całkowicie zastępuje tahini jogurtem. Baba Ganoush również opiera się na grillowanym bakłażanie, ale dodatki to pietruszka, orzechy włoskie, pomidory i tahini lub oliwa z oliwek. 

Foul – dip z bobem i ciecierzycą.

Falafele – falafele po prostu trzeba tam zjeść dla zasady. 

Ayran – nie ma nic lepszego do popicia pity z falafelem jak dobrze schłodzony, orzeźwiający ayran, czyli słonawy napój z jogurtu i wody. 

Kawa z kardamonem – mocna, czarna kawa z kardamonem za pierwszym razem była dla mnie cudownym objawieniem, a zazwyczaj nie pijam czarnej. Jest to jednak intensywny smak i po kilku dniach tęskniliśmy za delikatniejszą kawą, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Zabrałam jednak paczkę do domu i od czasu do czasu funduję sobie aromatyczną kawę z Jordanii z odrobiną miodu. 

Herbata beduinów – bardzo aromatyczny i głęboki smak. Herbata parzona przez Beduinów to czarna herbata z dodatkiem szałwii, kardamonu i cynamonu. Rozgrzewa i cudownie pachnie. Ale bym się teraz napiła! Najlepiej smakuje oczywiście na pustyni. 

Osh al bulbul – nie przepadam za bardzo słodkimi i tłustymi słodyczami, w których lubuja się kraje arabskie. Muszę jednak przyznać, że osh al bul bul, zakupione w Madabie, było pyszne. Jest to małe chrupiące gniazdko z orzechami lub pistacjami w środku.

—————————————————————————————–

Polecane restauracje:

Amman:

Hashem Restaurant to miejsce już legendarne, a ich falafele śnią się ludziom po nocach. Dziesięć tysięcy opinii na Google i jeszcze więcej szczęśliwych brzuszków, wypełnionych hummusem, dipem z bakłażanem, falafelem i pitą. Restauracja nie ma menu. I racja. Bo oni wiedzą, czego potrzebujesz i ci to przyniosą. Polecam!

Akaba:

Arabic Moon Restaurant – zjedliśmy tam pyszne śniadanie, zamawiając mieszankę wszystkich dipów zarekomendowanych powyżej. Do tego pita, czarna herbata z miętą i pełnia szczęścia o poranku. 

Wadi Musa: 

Beit Al-Barakah Restaurant – nazwa oznacza tyle co “blessed house” i faktycznie jest to miejsce niebiańskie. Przemiła obsługa, deser i herbata serwowana dodatkowo. Na początek dostaliśmy też przystawki na koszt na koszt firmy, którymi zdążyliśmy się najeść, zanim przyszły dania główne. Najlepszy Moutabel pod słońcem! 

Al Wadi Restaurant 

Al Wadi Restaurant – najlepszy ciepły i chrupiący chlebek pita, jak jadłam w Jordanii. Ja zamówiłam Gallayeh z jajkami. Przypomina to szakszukę, więc dla fanów szakszuki polecam jak najbardziej! Znajomi, którzy jedli mięsne potrawy, byli równie zadowoleni.

To już wszystko, co dla was przygotowałam. Myślę, że wyprawa do Jordanii dopiero otworzy przede mną wrota do kultury Bliskiego Wschodu i mam nadzieję, że za kilka miesięcy pojawi się tutaj kolejny wpis z tamtych rejonów. Jeśli macie jeszcze jakieś swoje tipy i chcecie podzielić się tym, co robić w Jordanii, zapraszam do komentowania. Natomiast osobom z podróżniczym niedosytem, polecam inne wpisy z działu Podróże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *