Podróże

Alicante – przewodnik po moim drugim domu

Ten wpis ma dla mnie szczególne znaczenie, bo Alicante było moim domem przez prawie rok i w ciągu tego czasu rozkochało mnie w sobie na dobre. Alicante samo w sobie nie obfituje w moc atrakcji turystycznych, ale jest miejscem idealnym na odpoczynek i rozkoszowanie się hiszpańską kuchnią i kulturą. Bo w przeciwieństwie do wielu turystycznych miast, w centrum Alicante turyści mieszają się z tubylcami i nie ma dzielnicy stricte turystycznej, którą mieszkańcy próbowali omijać.

Dzięki temu na ulicach każdego dnia rozgrywa się spektakl hiszpańskiej kultury, w którym mamy szansę uczestniczyć. Niektórych to ucieszy, innych zmartwi, ale w Alicante nie ma zbyt wiele muzeów i kościołów na liście “must see”. Warto jednak rozkoszować się każdym zachodem słońca i dużo spacerować, by w pełni poznać miasto. Zabieram was zatem w podróż po moim drugim domu.

Atrakcje

Przyjeżdżacie do Alicante i pierwsze, co rzuca wam się w oczy, pomijając palmy i port, to oczywiście górujący nad miastem zamek – Castillo de Santa Barbara. Z dołu wydaje się być twierdzą nie do zdobycia, ale już tutaj mogę was uspokoić. Powolnym spacerem zdobędziecie szczyt w nie dłużej niż 30 – 40 minut. Na dodatek już po drodze znajdziecie kilka fajnych miejsc na zdjęcia. A widoki ze szczytu zrekompensują każdy poczyniony wysiłek. Najbardziej polecam wam podejście od strony dzielnicy Santa Cruz.

Rada: jeżeli z jakichś powodów nie możecie wspiąć się na zamek o własnych siłach, możecie skorzystać z windy (około 3€). Wejście znajduje się na głównej ulicy, naprzeciwko plaży.

Santa Cruz to najbardziej urokliwe miejsce w Alicante. Dzielnica położona na wzgórzu, wyjęta niczym z hiszpańskiej bajki o idyllicznym życiu w małym miasteczku pełnym słońca. Malutkie domki, wiele opatrzone własną nazwą wyłożoną z kafelek, donice z kwiatami, moc kolorów i uporządkowany chaos. A do tego autentyczne życie. Często spotkamy tu mieszkańców wygrzewających się w słońcu na krzesełkach przed domem. Czas stanął tu w miejscu i spacerując po Santa Cruz nie mamy ochoty, by ruszył dalej.

Rada: W najwyższym punkcie Santa Cruz znajduje się mały taras z pięknym widokiem. Kierujcie się na znak Ermita de Santa Cruz. Jest tam mały kościół, zaraz za którym zobaczycie schodki wiodące na taras.

Schodząc z Santa Cruz i kierując się w stronę plaży, przechodzimy przez El Barrio. Dzielnica błyskotliwie nazwana po prostu “dzielnicą” kiedyś nie cieszyła się dobrą renomą, a obecnie jest centrum zarówno życia nocnego jak i dziennego. Pełna kawiarni, barów, restauracji, a także pięknej architektury. Skierujcie się w stronę Plaza de Ayuntamiento, by rzucić okiem na ratusz, zanim oddacie się słodkiemu lenistwu na plaży.

Kolejny przystanek, przez wielu zapewne długo oczekiwany, czyli Playa de Postiguet. Polecam dołożyć dziesięć minut spaceru i przejść kawałek dalej do Playa del Coco, zaraz przy chiringuito (bar na plaży), by uniknąć tłumów, a także mieć możliwość skrycia się w cieniu palmy, gdyby słońce nie dawało wam chwili wytchnienia. Obok znajdują się też pola do siatkówki. Jeżeli macie trochę więcej czasu, polecam Playa de San Juan. To jedynie 20 minut drogi tramwajem, a plaża jest po prostu przepiękna – szeroka, czysta i spokojniejsza od plaży w centrum Alicante.

Rada: tramwaj na plażę San Juan odjeżdża spod stacji Mercado Central obok supermarketu Supercor.  

Wracając z plaży w stronę centrum, kierujcie się na port. Miniecie uroczą karuzelę, zaraz za nią możecie rzucić okiem na port, a następnie koniecznie przejdźcie się Explanada de España. Zazwyczaj nie przepadam za promenadami, ale ta jest urzekająca i nie można wrócić z urlopu w Alicante bez zdjęcia wśród jej palm. Wchodząc na promenadę z przejścia dla pieszych przy porcie, naszym oczom ukaże się jeden z najpiękniejszych budynków Alicante, czyli Casa Carbonell, którego powstanie obrosło już w legendę. Przenieśmy się zatem do początku XX wieku. Biznesmen Enrique Carbonell często odbywał wyjazdy służbowe i po długiej podróży do Alicante, nie prezentując się najlepiej, udał się do hotelu na promenadzie. Recepcja odmówiła mu jednak noclegu, spoglądając z góry na jego niechlujny wygląd. Enrique obiecał sobie zemstę i wybudowanym przez niego budynkiem przysłonił znienawidzony hotel, odbierając mu widok na morze i w następstwie – klientów.

Z promenady zejdźcie na prawo, gdy miniecie Carrefour Express. Zaraz za nim kryje się prawdziwa perełka Alicante i moje ulubione miejsce w całym mieście – Plaza de Gabriel Miró, czyli plac poświęcony hiszpańskiemu pisarzowi. Jeżeli macie w duszy coś z romantyka, nie przejdziecie obok tego miejsca obojętnie. Ogromne drzewa z fikuśnymi, potężnymi konarami, wyjęte niczym z bajki, przyjemny cień, a do tego, fontanna na środku placu. Możecie zatrzymać się na kawę w jednej z pobliskich knajp lub kontemplować urok tego miejsca, siedząc na ławce.

Następnie możecie przejść do głównej ulicy Rambla i wjechać na ostatnie piętro hotelu Tryp Gran Sol, gdzie mieści się restauracja i skąd rozciąga się przepiękny widok na Alicante.

Idąc Rambla w górę, dochodzicie do Mercado Central, czyli do marketu ze świeżymi produktami, który otwarty jest niestety tylko do godziny 14. Najlepiej wybrać się tam następnego poranka i podziwiać okazy złowionych ryb oraz kupić sobie kilka przekąsek, jak jamón serrano czy oliwki.

Spacer można jeszcze kontynuować do Plaza de Toros, gdzie znajduje się arena, na której niestety do dnia dzisiejszego odbywają się corridy.

Jeżeli wciąż czujecie niedosyt, możecie zobaczyć Alicante z trochę innej perspektywy, a mianowicie z ruin Castillo de San Fernando, który znajduje się kilka minut od Plaza de Toros. Taras widokowy oferuje piękny widok na Castillo de Santa Barbara.

Rekomendowany czas pobytu

Do zwiedzenia Alicante wystarczą tak naprawdę 2-3 dni, więc jest to idealne miasto na weekendowy city break. Jednak jeśli chcecie nacieszyć się ciepłem i plażą, spróbować hiszpańskich przysmaków bądź odwiedzić pobliskie miasta, polecam zostać 4-5 dni. W kolejnym poście, opowiem wam więcej o okolicach Alicante, które również mają wiele do zaoferowania. Pojawi się także post o polecanych lokalach. 

Na samą myśl o urokliwej dzielnicy Santa Cruz lub churros na śniadanie, jedzonych w słońcu z widokiem na Mercado Central, łapie mnie rozrzewnienie. Mam nadzieję, że czytając o Alicante, poczuliście hiszpański klimat i już pakujecie walizki. Jeżeli macie jakiekolwiek pytania, chętnie na nie odpowiem. Hasta la próxima!

6 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *